•♦•♦•♦•♦•
Kiedy tylko otrzymałem zwój pergaminu i pióro z atramentem popatrzyłem w ogień. Płomienie w marmurowym kominku oświetlały moją pełną wątpliwości twarz. To wszytko mnie wymęczy. Nadal wspominam coś, co stało się dawno. Nie rozumiem siebie. Westchnąłem ciężko i dla odgonienia myśli zacząłem pisać list do Hetmana.
Hetmanie,
dawno, wręcz bardzo dawno do Ciebie nie pisałem.
Nie ulega wątpliwości, że Królowa L. przypomniała
mi o Tobie. Otrzymałem jej list. Kiedy Szakal i Reszta
ma do mnie przybyć? Willa może pomieścić dużo osób,
ale nadal jest jakieś maksimum. A też swoją drogą.
Jak ci idzie z Królową L. nad Tym?
Niecierpliwy,
Lisiasty.
Przeczytałem list kilka razy, musiał być zakodowany, aby ktoś, kto mógłby pochwycić posłańca nie zdołał dowiedzieć się o co nam chodzi. Spojrzałem na stół, zgniecione pergaminy z marnymi próbami napisania czegoś leżały porozwalane na kawałku hebanowego drewna. Wrzucałem je do ognia w kominku patrząc jak litery powoli płoną i zamieniają się w popiół. Od ognia właśnie to wszystko się zaczęło. Od małego, niewinnego płomyka, który był zapalony na torcie urodzinowym, na moim torcie urodzinowym. Dzisiaj są właśnie moje urodziny, 27 z kolei. Mimo wszystko wspominanie o nich, obchodzenie ich i wszystko co związane z nimi jest zakazane w tym domu. Dzisiaj mija trzeci rok od Jej śmierci... Od tego wszystko się zaczęło. Od moich urodzin, mojej choroby, rodziny... Potrząsnąłem głową i skupiłem się po chwili wydając ciche odgłosy podobne do tych co lis. Moje oczy zmieniły się w żółte z czarnymi źrenicami. Po mrugnięciu ten efekt zniknął i do Salonu wszedł lis z czarną obróżką. Złotymi literami na niej było napisane: Owner: Christopher Fox. czyli Właściciel: Christopher Fox. Przywiązałem do niej rulonik papieru i wysłałem lisa w długą podróż. Westchnąłem i wstałem z fotela wychodząc z pokoju. Idąc korytarzem spoglądałem na obrazy lekko oświetlone złotymi świecznikami nad nimi. Czerwona tapeta w złociste wzory współgrała z nimi i tworzyła jedną całość. Marmurowa podłoga z czerwonym dywanem ze złotymi nićmi również dodawała charakteru długiemu i pozakręcanemu z milionem drzwi i obrazów korytarzu. Chodziłem dookoła bez celu, zastanawiając się głęboko nad moim życiem. Po chwili dołączył do mnie mały lisek i niepewnie za mną podążał. Był cicho, ale przypominał o sobie cichymi piskami i od czasu do czasu przyśpieszał lekko zajmując miejsce po mojej prawej merdając wesoło ogonkiem. Zatrzymałem się na chwilę przed drzwiami biblioteki i kucnąłem biorąc małego Liska na ręce. Ten słodki obrazek, który chwilę potem zniknął za drzwiami od biblioteki zobaczyła Elizabeth kłócąca się zawzięcie o coś z Magnatem Tobiasem. Tobias powędrował za nią wzrokiem i aż sam się serdecznie uśmiechnął. Rzadko kiedy Christopher robił coś takiego i rzadko kiedy uśmiechał się nad małym i drapał go za uchem. Magnat przystanął na chwilę momentalnie zapominając o temacie kłótni. Skinął głową do Lizz i weszli do Salonu dla Gości. Następnie westchnął i wraz z Markizą osiedli na fotelach naprzeciw.
-Gdyby nie tamten dzień Chriss najprawdopodobniej prowadziłby nowe życie... - Zaczął - Według mnie i on zasługuje na szczęście. W końcu dzięki Lisiastemu wiele z nas zawdzięcza życie.
-Również tak uważam, ale nie możemy go z nikim zaswatać na siłę. Sam musi znaleźć drugą taką osobę, która zastąpiłaby mu Anne i pomogła o niej zapomnieć. -Westchnęła popijając czerwonego wina, którego w tym domu było dostatecznie dużo - Anne nigdy nie chciałaby zobaczyć go w takim stanie. -Skierowała swój wzrok gdzieś w płomienie kominka - Od tamtego dnia Christopher panicznie boi się ognia. Zauważyłeś? - Zapytała nadal wodząc nieobecnym wzrokiem po tańczących płomieniach.
-Mhmm... Zauważyłem. - Skierował swój wzrok na twarz Elizabeth - Zauważyłem to pod czas zeszłego ogniska. Fox nie podszedł bliżej niż na pięć metrów, a pod jego maską widoczny był ból, smutek i cierpienie. Równie widoczne co paniczne przerażenie.
Elizabeth powróciła wzrokiem na dębową podłogę pokoju.
-Tylko ty jeden umiesz czytać emocje spod jego maski. -Westchnęła - Christopher został mocno doświadczony przez życie. Te zabrało mu jego jedyną i prawdziwą miłość. Prawdopodobnie każdy zareagowałby jak on.
-Rozumiem doskonale jego pozycje, ale żeby aż tak?... Stało się to równo trzy lata temu i Chriss zabronił obchodzenie własnych urodzin! -Położył się w fotelu łapiąc się za nasadę nosa. -On odpycha od siebie całe szczęście, zamienia się w totalny wrak... Jak tak dalej pójdzie prawdopodobnie życie zabierze mi przyjaciela i jedyną szansę na spłatę długu. On uratował mi życie i jestem mu winien tego samego. - Westchnął. Elizabeth nadal milczała analizując sytuację i strach o przyjaciela - Mam tylko nadzieję, że zechcesz mi pomóc, Markizo. -Odezwał się po dłuższej chwili.
-Oczywiście. Jednak najpierw musimy zostawić ten temat. Musi widzieć życie jako zwykłe i powszechne zanim zaczniemy interweniować. - Zamyśliła się - Chriss sam o tym nie wie, ale już robi pierwsze kroki w dobrym kierunku. - Tobias popatrzył na nią pytająco - Kiedyś nigdy nie wziąłby niczego małego, ani podobnego do dziecka na ręce. A zauważ, że teraz może i podświadomie wziął małego liska na ręce.
-No dobrze...
Tymczasem w bibliotece Fox siedział przy książce obserwując małego lisa chodzącego po blacie stołu. Zawracał w tę i z powrotem przewracając się i piszcząc kiedy przewracał się na plecy. Mały ogonek nieustannie machał i zwierzaczek spróbował go złapać. Okręcał się aż spadł na kolana gospodarza. Ten uśmiechnął się i wziął małego, drapiąc go odstawił go na miejsce nadal uzupełniając papiery. Zastanawiał się jak to kiedyś było, kiedy jego jedynymi zmartwieniami była nieodrobiona praca domowa, albo zły stopień w szkole. Uśmiechnął się pod nosem do tych myśli i nadal uzupełniał dokumenty potrzebne dla szpiegów, mieli mieć specjalne przyzwolenia do akcji. Mieli mieć zmienione Imiona i Nazwiska i nie wiadomo dlaczego właśnie Chriss miał się tym zająć. Mimo tego robił co mógł i zakańczał tylko transakcje i umowy. Siedział tak bardzo długo, a mały lisek zasnął tymczasem na jego kolanach. W tym samym momencie kiedy Fox miał już odkładać książkę i uważać, aby nie strącić małego do pokoju wszedł czarny wilk niosący w pysku kopertę z pieczęcią hetmana. Położył ją na podłodze i zawrócił na korytarz. Tamten westchnął i położył liska na stole. Wstał i podniósł list.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz