czwartek, 10 marca 2016

Rozdział 1 Prolog

Rozdział 1: Lisie Fantazje 
•♦•♦•♦•♦•
   Obudził mnie pulsujący ból w czaszce. Zmrużyłem powieki poddenerwowany, kiedy promienie słońca znajdowały wygodne miejsce na mojej twarzy. Jednak to nic nie dało i w akcie desperackiej ucieczki przewróciłem się na drugi bok przysłaniając się czarną poduszką. Leżałem tak i przysypiałem dopóki nie obudził mnie budzik, który jak dla mnie chyba coś za głośno zaczął brzęczeć w próbie wybudzenia mnie z błogiego stanu. Zirytowany do granic możliwości wyciągnąłem pistolet i wystrzeliłem w diabelskie urządzenie stojące na mojej komodzie, ten przełamał się na pół i upadł z hukiem na podłogę. Zaraz za jego starym miejscem w ścianie wbity był pocisk i dookoła była czarna otoczka podpalonej tapety. Odłożyłem pistolet na jego wcześniejsze miejsce i zsunąłem na głowę kołdrę. Po chwili jednak mruknąłem niezadowolony, że już muszę wstawać i wyszedłem z pościeli zażyć długiego i kojącego prysznica. Po dłuższym czasie wyszedłem z pod ciepłej wody i ubrałem na siebie zwykłe ubrania - brązowy lekko bordo płaszcz, czarne trapery z brązowymi podeszwami, czarne spodnie i po chwili zastanowienia do kieszeni płaszcza schowałem maskę i pistolet, na wszelki wypadek. Przeczyściłem ścierką czarne okulary i założyłem je wychodząc z sypialni.
   Przeszedłem ciemnym korytarzem z wieloma obrazami, korytarze w mojej rezydencji były oświetlone tylko świecznikami, gdyż nie chciałem, aby każdy się w nim orientował. Każdy skręt, schody, zejście i wejście wyglądały niemal identycznie. Dlatego między innymi lokaje mieli za zadanie wyuczyć się całej budowy willi zanim zaczęli pracę. Zszedłem na dół do jadalni jak zwykle powitany przez kilku lokai i przez osoby, które ze mną mieszkały, za opłatą oczywiście. Ziewnąłem i przeciągnąłem się siadając na swoim zwykłym miejscu.
   - Czyli jednak nasz gospodarz zechciał wstać? -Uśmiechnęła się Lizzy.
   - Daj spokój, Lizzy, nocne programowanie to nie to co chciałbym robić. -Mruknąłem niezadowolony i zacząłem jeść śniadanie.
   - No to raczej, że usypiasz na stojąco. -Odparła w iście dobrym humorze, jak zawsze poza tym. Uniosłem pytająco brew patrząc na nią. Ta zarumieniła się i odwróciła wzrok. Wróciłem do jedzenia, ale znów poczułem na sobie spojrzenie. Uśmiechnąłem się pod nosem i nadal nie odrywając wzroku od talerza i ubywającego na nim jedzenia zapytałem:
   - Popodziwiałaś już, Elizabeth? -Powiedziałem jedwabiście i jeżeli przed chwilą była czerwona to teraz jej kolor wychodził poza skalę możliwości. Roześmiałem się i nalałem sobie czerwonego wina do kieliszka.
   - Markizo, jesteś czerwona jak dorodna wiśnia. Coś się stało? -Usłyszałem znajomy, sarkastyczny głos za sobą i uśmiech zmienił się w szatański. Magnat Tobias usiadł obok mnie uśmiechając się ciepło. Ten skinął mi głową.
   - Ależ nic, Tobiasie, - Powiedziała wcześniej pozbierawszy się - miło cię znowu widzieć.
   - Ciebie również, Markizo. - Odparł z uśmiechem. Jej dziki rumieniec zniknął i skinęła mu głową kontynuując śniadanie. Wyglądała na zamyśloną. Odwróciłem od niej wzrok i zlustrowałem nim pomieszczenie. Ponad dwadzieścia osób siedziało na swoich miejscach, co było ogromną ilością chociaż i tak mój dworek potrafił pomieścić i trzy, albo nawet cztery razy tyle. Dokończyłem śniadanie i przeprosiłem wszystkich wychodząc z pomieszczenia i kierując się do Salonu. Usiadłem w fotelu i popatrzyłem w ogień. Nadal nie odwracając się odezwałem się:
   - Jeremy. Przynieś mi pergamin i jastrzębie pióro z mojego biura, nie grzeb w tamtych papierach a najlepiej zostaw je w spokoju. -Powiedziałem zamyślając się.
   - Oczywiście, Panie Fox, przynieść Panu coś jeszcze? -Zapytał, a ja zbyłem się go machnięciem ręki. Usiadłem wygodniej w fotelu i pozwoliłem wypłynąć na wierzch monologowi na temat jaki to ja głupi wyraz twarzy robię i jakim jestem, pożal się Boże, strategiem.

Jak wygląda dzień profesjonalnego Stratega w Królewskiej Armii? 
Siedzi i patrzy tępo w płomienie, dodatkowo wygląda bardzo mało inteligentnie przez wyraz twarzy, który wtedy robi. Już wytknęła mu to Panna Elizabeth, ale on oczywiście to zignorował i patrzy jak głupi przed siebie. Niby wielki strateg, dzięki, któremu wygrywają wszystkie zaplanowane bitwy a wygląda jakby zjadł coś nieświeżego.

Roześmiałem się do moich myśli i akurat w tej chwili wszedł lokaj kładąc przede mną przedmioty, o które prosiłem. Skinąłem mu głową i ten odszedł do swojego miejsca przy ścianie w cieniu.

•◘•◘•◘•◘•

Jak wspomniane na głównym blogu rozdział nr 1 pojawi się około 11 marca. :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz